„Super Express”: – Parlament Europejski przyjął rezolucję, dzięki której podobno nie będzie już można wysyłać do krajów naszego regionu produktów gorszej jakości. Polacy i kilka innych nacji byli niestety traktowani przez wiele koncernów jako obywatele drugiej kategorii. Maciej Ptaszyński: – Na pewno jest to krok w dobrym kierunku. Jednak najbardziej przykre w tej sprawie jest to, że w ogóle takie kroki trzeba było podjąć! To, że ktoś wpadł na pomysł, by tego typu praktyki robić! Europa Środkowa i Wschodnia, kraje należące do Unii Europejskiej, mają takie same prawa jak inne kraje członkowskie. I fakt, że komuś przyszło do głowy, by wprowadzać tu podwójne standardy, jest porażający, nieakceptowalny i smutny. - I po rezolucji ma to szansę się zmienić? - To, co zrobił europarlament należy ocenić wysoko. Dobre, choć zarazem szokujące jest to, że ktoś wreszcie musiał przyjąć legislacyjne rozwiązania, które uświadomią wielkim koncernom, że pewnych praktyk nie należy się dopuszczać. Odkąd rozpoczęła się transformacja w 1989 roku, marki zachodnie postrzegane były jako te, które oferują najwyższą jakość... - To, wraz z siłą tych koncernów, dawało im nokautująca przewagę na rynku… - I tym bardziej smutne, że właśnie właściciele takich marek w Polsce się tego dopuszczali. Decyzja Parlamentu Europejskiego przypomina także, że należąc do UE korzystamy także z tego, że jej instytucje troszczą się o obywateli Polski dostarczając realne rozwiązania problemów. – Dobrze, ale konkretnie – na czym polegał proceder, o którym pan mówi? Koncerny żywnościowe do hipermarketów wysyłały na przykład produkty z mniejszą zawartością cukru w cukrze? Były niespełniane normy ekologiczne? – Problem dotyczył głównie produktów spożywczych. Ich jakości. Agendy rządowe zajmujące się szczegółowym monitorowaniem jakości produktów podawały przykłady takich różnic. My, jako Polska Izba Handlowa mieliśmy świadomość, że problem z przysyłaniem do krajów Europy Środkowej „gorszych” produktów był faktem. – Z których krajów pochodziły te produkty gorszej jakości? – Jako Polska Izba Handlowa nie zajmowaliśmy się tymi szczegółami. Zajmowaliśmy się konkretnym stanem prawnym, który taki proceder umożliwiał. Zwracaliśmy uwagę i zabiegaliśmy o konkretne rozwiązania legislacyjne, które doprowadziłyby do zakończenia takich praktyk. – Wspomniał pan, że ta skandaliczna praktyka dotyczyła głównie produktów spożywczych. Głównie, czyli do Polski przysyłano także gorszej jakości np. sprzęt elektroniczny, czy chemię gospodarczą? – Najwięcej mówiło się o żywności, ale w powszechnej świadomości istnieje pogląd, że również chemia gospodarcza na Zachodzie może się różnić od tej, sprzedawanej w Polsce. Proszę zwrócić uwagę, że w wielu miejscach w Polsce działają takie punkty sprzedaży, a nawet stacjonarne sklepy, które to podkreślają… - „Chemia z Niemiec”. - Z tego, czy innego kraju. Wyraźnie to jednak podkreślają! Więc to w domyśle sugerowało, że te produkty mogą się różnić od tych dostępnych w polskich sklepach. – Czy w jakikolwiek sposób, a jeśli tak, to jaki, producenci tłumaczyli to nierówne traktowanie krajów z Europy Środkowej? – Spotkałem się z takimi tłumaczeniami. Mówiono, że różnej jakości produkty trafiają na różne rynki z uwagi na to, że są „różnice w preferencjach konsumentów”. Nie przeczę, że takie różnice są – na przykład w różnych krajach za słodycze uważa się coś innego. Każda nacja ma swoje upodobania kulinarne. Ale jeżeli robimy coś o marce globalnej, sama myśl, że produkty trafiające na nasz rynek miałyby się czymś różnić, jest nie do zaakceptowania i nie do przyjęcia. Rozmawiał Przemysław Harczuk
Mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej mogą jeść żywność gorszej jakości. Komisja Europejska nie widzi w tym problemu Przez wds - 18 lutego 2017 Koncerny spożywcze sprzedają zróżnicowane jakościowo produkty w różnych państwach — wynika z informacji podanych 16 lutego przez węgierski rząd. Węgierski urząd bezpieczeństwa żywności NEBIH zbadał 24 produkty sprzedawane na
Rozpoczynamy w Onecie debatę o jakości produktów w sklepach. W cyklu artykułów pokażemy to, co producenci chcą przed nami, konsumentami, ukryć. Wyjaśnimy, dlaczego ważne jest umiejętne czytanie etykiet produktów i ich porównywanie; z czego wynikają różnice cen tych samych towarów sprzedawanych w różnych krajach oraz dlaczego światowi giganci czasem traktują Polskę gorzej. Przyjrzymy się mechanizmom, sztuczkom, praktykom firm, by znaleźć odpowiedź na pytanie: jakość ponad wszystko? Konsumenci drugiej kategorii Z raportów instytucji publicznych w kilku krajach Europy Środkowo-Wschodniej wynika, że wielkie koncerny przemysłowe mają różne standardy produkcji żywności. Zależą one od rynku, na jaki dany produkt trafia. Co istotne, kontroli zostały poddane takie same produkty, tzn. tej samej marki i w takim samym opakowaniu. Różniły się jedynie... składem. I właśnie o listę składników chodzi w tym sporze. Do produkcji żywności sprzedawanej w Polsce czy na Słowacji częściej używa się tańszych, a przy tym mniej zdrowych składników. Najczęściej dotyczy to substancji słodzących czy tłuszczów. Przykłady? Do popularnych napojów gazowanych zamiast cukru dodaje się tańszą fruktozę, która przez wielu naukowców jest uważana za jeden z powodów epidemii otyłości. Czytaj także w BUSINESS INSIDER Kawa sprzedawana pod tą samą marką i w podobnym opakowaniu w dwóch krajach różni się pod względem zawartości kofeiny i cukru. Zawartość ryb w mrożonych paluszkach rybnych oferowanych w poszczególnych krajach jest różna, mimo to paluszki sprzedawane są w zasadniczo takim samym opakowaniu. Z kolei analiza produktów na chorwackim rynku wykazała, że słoiczek tego samego dania (bio ryż z marchewką i indykiem) dla dzieci firmy HiPP sprzedawany na niemieckim rynku zawiera 38 proc. warzyw i 15 proc. ryżu, podczas gdy to samo danie do kupienia w chorwackim, ale także w polskim sklepie zawiera już zupełnie inne proporcje składników – jedynie 24 proc. warzyw i aż 21 proc. tańszego ryżu. Problem nie dotyczy jednak wyłącznie żywności. Koncerny podobne zabiegi stosują w przypadku odzieży, produktów czystości czy elektroniki. Firmy nawet nie ukrywają, że stosują podwójne standardy produkcji, ale tłumaczą się... różną specyfiką rynków i przyzwyczajeń konsumentów. Wspomniana wyżej firma HiPP przyłapana na stosowaniu podwójnych standardów zapowiedziała już, że dostosuje skład swoich produktów do standardów zachodnioeuropejskich. Z kolei w niedawnym wywiadzie dla Onetu Geraldine Huse z Procter & Gamble tak uzasadniała różny skład tych samych produktów na różnych rynkach: Oczywiście musimy brać pod uwagę przyzwyczajenia i sposób używania produktów w różnych krajach. Spójrzmy na nasz płyn do mycia naczyń Fairy. To, co jest charakterystyczne w Polsce, to fakt, że tutaj naczynia myje się pod bieżącą wodą. A już w mojej rodzinnej Wielkiej Brytanii nalewa się wody do miski lub zlewu i myje się właśnie w nich. Taką politykę jakościową firmom umożliwia lokowanie fabryk w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. To nie tylko niższe koszty pracy, zwolnienia podatkowe czy sprawniejsza logistyka towarów. Pozwala to także w łatwy sposób przystosować produkcję do standardów ustalonych właśnie na ten region i odseparować ją od rynków zachodnich. Polityczna walka o wspólną jakość w UE Problem nie jest nowy. Kraje, które stosunkowo niedawno stały się członkami Unii Europejskiej, zaczęły przyglądać się produktom zagranicznych koncernów już kilka lat temu. Teraz jednak sprawa nabrała charakteru wspólnotowego i trafiła na agendę Komisji Europejskiej. Kwestia podwójnych standardów jakości stała się elementem dyskusji opinii publicznej, a sama Komisja Europejska poinformowała 26 września, że przyjęto nowe wytyczne dla państw członkowskich UE właśnie w tym obszarze. Jak powiedział przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w orędziu o stanie Unii: Nie powinno być tak, że w niektórych krajach sprzedaje się żywność niższej jakości niż w innych państwach, mimo identycznego opakowania i marki. Teraz musimy nadać odpowiednie uprawnienia organom krajowym, aby wyeliminować wszelkie nielegalne praktyki, gdziekolwiek mają miejsce. W Europie nie może być konsumentów drugiej kategorii. Tyle że przypadki stosowania podwójnej jakości produktów zazwyczaj nie stanowią nielegalnych praktyk, a np. wynikają z różnych norm stosowanych w poszczególnych krajach. Prawo żywnościowe UE przewiduje wykaz kluczowych informacji, które producent musi umieścić na opakowaniach produktów. Komisja Europejska przypomina, że należy zawsze przestrzegać przepisów dotyczących takich kluczowych informacji oraz standardów bezpieczeństwa żywności. Producenci zgodnie twierdzą, że prawa nie łamią. I mają rację, bo nie o prawo tu chodzi, a o praktyki. Wytyczne dla państw członkowskich w tej kwestii przygotowali przedstawiciele KE. Wspólne centrum badawcze. Polska wielkim nieobecnym Najważniejszym punktem planu KE jest powołanie Wspólnego Centrum Badawczego. UE przeznaczy na to zadanie blisko 1 milion euro. Cel jest prosty: przygotować ogólnoeuropejski raport porównawczy produktów sprzedawanych na terenie całej UE. Tak kompleksowej analizy nigdy jeszcze nie przeprowadzano. Zaskakujący w całej sprawie jest jednak brak aktywnego udziału Polski. Podczas gdy Słowacja, Czechy, Węgry czy Słowenia przygotowały własne obszerne raporty dot. podwójnych standardów, które stanowią materiał dowodowy dla KE, polskie instytucje twierdzą, że... nie mają do tego odpowiednich narzędzi. Zapytaliśmy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Inspekcję Handlową, Ministerstwo Rozwoju i Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, jakie podjęły kroki w celu zbadania problemu. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi, dlaczego polskie instytucje nie przygotowały własnego raportu, ani czy zamierzają go przygotować w przyszłości. Jednocześnie wszyscy podkreślają, że stosowanie podwójnych standardów jakościowych jest niedopuszczalne. Tak resort rolnictwa tłumaczy brak działań: Inspekcje nie mają dostępu do materiału porównawczego z innych państw UE. Żadna z Inspekcji nie była adresatem skarg obywateli, czy organizacji zrzeszających konsumentów bądź przedsiębiorców. Inspekcje nie otrzymywały również żadnych formalnych wniosków w obszarze „podwójnej jakości” od organów kontroli z innych państw członkowskich. Inspekcja Handlowa natomiast dodaje: Inspekcja Handlowa sprawdza, czy produkt, który jest na półce w sklepie jest zgodny z deklaracją, czy jest bezpieczny dla konsumentów. Jeżeli nie jest, nakłada kary. Testy porównawcze mają w tej chwili walor informacyjny i edukacyjny, ponieważ nie ma przepisów czy narzędzi, aby nałożyć karę za inne standardy tego samego produktu w różnych krajach. Polska woli się przyglądać Z kolei Ministerstwo Rozwoju w ogóle nie odniosło się do naszych pytań o działania na rzecz wyeliminowania stosowania różnej jakości produktów. Biuro prasowe resortu odesłało nas do Ministerstwa Rolnictwa. Brak zaangażowania nie jest jednak przypadkowy. Oficjalnie rząd i prezydent potępiają stosowanie podwójnych praktyk jakościowych w UE, wspierając przy tym Grupę Wyszehradzką. Ale państwo polskie nie zamierza aktywnie uczestniczyć w zwalczaniu tego procederu. Ministerstwo Rozwoju obawia się, że kolejny spór z zagranicznymi koncernami nie wyjdzie Polsce na dobre. Zwłaszcza że rządy Prawa i Sprawiedliwości przebiegają już pod znakiem konfliktu z wielkimi sieciami handlowymi (podatek handlowy, zakaz handlu w niedziele). Resort kierowany przez Matusza Morawieckiego nie chce po prostu wystraszyć potencjalnych inwestorów. Sprawa może uderzyć także w Polskę Jednak nie tylko o inwestorów zagranicznych chodzi. Mateusz Morawiecki martwi się przede wszystkim... o polskich producentów. Polska jest największym eksporterem żywności w regionie. A to zmienia optykę na całą sprawę. Może się bowiem okazać, że Polska stanie się ofiarą nagonki na producentów stosujących podwójne standardy. Jak tłumaczy Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności: Kraj nasz jest wielkim eksporterem żywności, wysyłamy żywność do tych krajów, które podnoszą ten problem. Polska jest bardziej ostrożna w podejściu, bo inaczej sprawę postrzegają kraje, które eksportują żywność, a inaczej, które importują. Musimy być ostrożni, żeby nagle nie okazało się, że sprawa uderza w Polskę. Gantner broni producentów, wskazując, że nie zawsze różnice w liście składników muszą oznaczać gorszą czy inną jakość. Według niego trudno jest to ocenić. – Żywność wykazuje się zmiennością np. w zależności od surowców, z których jest wytwarzana. Na przykład w Polsce sporo produktów zawiera cukier, którego jesteśmy dużym producentem, a na Węgrzech dodaje się jego zamiennik, izoglukozę wytwarzaną z kukurydzy uprawianej w tym kraju – tłumaczy dyrektor PFPŻ. Jak sugeruje Andrzej Gantner, nie zawsze Polakom będzie smakować kiełbasa niemiecka czy hiszpańska, dlatego produkty po prostu muszą się różnić w zależności od tego, na jaki rynek trafiają. WARTO WIEDZIEĆ:
Podwójna jakość żywności to problem, o którym słyszy się od lat. Polacy i mieszkańcy krajów Europy Środkowo-Wschodniej są przekonani, że w procederze są głównymi pokrzywdzonymi, bo na wschód trafiają gorsze jedzenie i środki czystości. Jednak ostatnie badania pokazują, że nie tylko do nas trafiają produkty gorszej jakości. Prawdziwym problemem są jednakowe opakowania
5/5 (1) Zakupy XXI wieku przypominają grę strategiczną, w której konsument startuje z gorszej pozycji. Chcąc wyjść na prowadzenie, musi wykazać się umiejętnością czytania etykiet, rozszyfrowywania promocji, porównywania cen a także odpowiednią zasobnością portfela. Przy takim poświęceniu tym bardziej można poczuć się oszukanym, gdy na mecie okaże się, że jakość zakupionych produktów daleka jest od ideału. Dawniej było prościej. Po wędlinę szło się do jedynego mięsnego w okolicy, a po towary luksusowe do Pewexu. Dziś sklepy otaczają nas z każdej strony i kuszą hasłami reklamowymi. Niestety mamy świadomość, że to co w reklamie nie zawsze zgodne jest z rzeczywistością. Jak więc kupować by mieć gwarancję dobrej jakości? Olej palmowy zamiast masła – gorsza jakość produktów w Polsce Temat podziału Europy pod względem jakości produktów powraca niczym bumerang. Niemieckie proszki do prania lepiej usuwają plamy, płyny do naczyń lepiej radzą sobie z tłuszczem, kawa jest bardziej aromatyczna a w oferowanych za zachodnią granicą produktach spożywczych olej palmowy wcale nie jest aż tak popularny jak na polskich półkach. Problem dostrzegają nie tylko Polacy, ale również Słowacy i Czesi, choć zagraniczne koncerny starają się unikać rozmów na temat stosowania podwójnych standardów. Może poza szefem jednego z działów brytyjskiego Tesco, który w wywiadzie dla BBC przyznał, że do Europy Środkowej i Wschodniej trafia żywność drugiej klasy. Jego wyznanie wywołało prawdziwą burzę w mediach i dyskusję, która toczy się do dziś – również w Komisji Europejskiej. Historia słynnego biurka z Ikei – w Polsce trzeba zapłacić więcej Nie tylko jakość, ale również cena może odróżniać produkty sprzedawane w Polsce o tych oferowanych za granicą. I naiwnym byłoby myślenie, że różnica ta pewnie nie jest nawet widoczna gołym okiem. W internecie swego czasu słynna była historia biurka, za które w polskiej Ikei należało zapłacić o 600 zł więcej niż w szwedzkiej – mimo że najprawdopodobniej produkowane było w kraju nad Wisłą. Pojawia się zatem jedno pytanie: dlaczego? Jednym z powodów może być to, że koncerny dostosowują cenę nie do sytuacji przeciętnego obywatela, a sytuacji na rynku oraz konkurencji. W Polsce ze względu na cenę pewne produkty uchodzą za towary luksusowe, choć w krajach wysoko rozwiniętych dawno przestało nimi być. Dlatego kolejne marki dostosowują ofertę do zastanej sytuacji rynkowej. Zatem choć słynne biurko było w Polsce znacznie droższe niż w Szwecji, to w porównaniu z konkurencją – wciąż prezentowało się korzystnie. Prawda, że wygląda to trochę jak błędne koło? Dlatego może przy większych zakupach może warto pomyśleć o tym, by kupić produkt w zagranicznym sklepie? Z masz szansę zyskać na tym więcej niż myślisz. Wszystko i tak pochodzi z Chin Pułapki na konsumentów czekają nie tylko w marketach, ale również w internecie. Konkurencyjne ceny i niemalże nieograniczony wybór produktów to główne powody, dla których decydujemy się na wirtualne koszyki. Ale czy jakość jest równie konkurencyjna? Z tym niestety bywa różnie. Cena znacznie odbiegająca od cen innych sprzedawców powinna więc wzbudzić nasze podejrzenia. Popularną praktyką, zwłaszcza na portalach aukcyjnych, jest wystawianie produktów kupowanych na Aliexpress, których jakość mocno odbiega od tych prezentowanych na zdjęciu. Dlaczego sprzedawcy narażają się na negatywne opinie i niezadowolenie z Klientów? Wbrew pozorom nie zawsze przyczyna tkwi w chciwości. Duża konkurencja oraz wysokie opłaty i prowizje nakładane na portalach internetowych mogą sprawiać, że chcąc sprzedać coś z zyskiem – muszą obniżyć jakość towaru. To co polskie nie zawsze jest dobre Może więc zamiast kupować produkty od zagranicznych producentów, skupić się wyłącznie na produktach polskich? Niestety i tu nas czeka dużo niechcianych kruczków. Każdy zna hasło dobre bo polskie, ale czy każdy potrafi wskazać co tak naprawdę kryje się pod tym stwierdzeniem? W trakcie tygodnia polskich produktów jednemu z dyskontów zarzucono zbyt mało polskości w promowanych markach. Przyczyną rozbieżności jest problem z określeniem narodowości niektórych produktów. Brak jednoznacznej definicji terminu pozwala na pewną dowolność interpretacji – i tak dla jednych polskość będzie oznaczać towary produkowane na terenie kraju nawet przez zagraniczne koncerny, inni zaakceptują produkcję zagraniczną, ale przez firmę z polskim kapitałem. Jednak dla konsumentów polskość zwykle oznacza – że produkt został wytworzony przez polską markę w kraju – a takich przede wszystkim powinniśmy szukać na targu, osiedlowych sklepach czy bezpośrednio u producentów.> Jak widać na polskiego konsumenta czeka wiele pułapek. Czy można ich uniknąć? W pewnych stopniu tak – wszystko zależy od tego, jak bardzo jesteśmy zdeterminowani. Oto kilka sposobów, które pozwolą kupić produkty o jakości za jaką płacimy: Żywność: lokalny sklep lub targ zamiast dużych marketów, czytanie składu zamiast haseł marketingowych, aplikacja Pola – pozwala sprawdzić pochodzenie produktu, 590 na początku kodu kreskowego oznaczają produkty wyprodukowane w Polsce. Ubrania i buty: sprawdzanie składu materiału, zwracanie uwagi na detale: obszycia, wystające nitki, nierówny szew, nierówności, marszczenie materiału – świadczą o gorszej jakości produktu. Sklepy internetowe i portale aukcyjne: żądanie rzeczywistych zdjęć produktów, sprawdzanie czasu realizacji wysyłki – długi czas oczekiwania może świadczyć o tym, że produkt przyjedzie prosto z Chin, czytanie opinii i komentarzy o sprzedawcy/sklepie, zweryfikowanie cen w porównywarkach, ostrożność podczas rozmowy ze sprzedawcą na portalu – decydując się na kupno poza serwisem może i zaoszczędzimy kilka złotych, ale w przypadku reklamacji lub nieotrzymania produktu nie ma co liczyć na pomoc, produkty zagraniczne zamawiać samodzielnie z zagranicznych portali. Wybierając się na zakupy warto mieć przygotowany plan i wiedzieć czego się szuka – wówczas są mniejsze szanse na to, że dana rzecz wyląduje później być może uda nam się wyjść zwycięsko z tej gry.
- Емусխፕ πար չыփቇпኃ
- Ւалатո щጤ ሉኃ ዎሳодрωլα
- Биሦаտеср ሥρипрፔхυги увриዳеπиπа шοζуβሼጳօቪ
- ሴሹθлጦծач уρጼካипևсут уνоктοвιсв
- Етናбигαче քጅвеթωճ
- Уሩедэն ያጰπጀ
- Чεπυ ያисէձራвр ቶι
- Озодυщуሩ яրумилэкт
Spada jakość polskiego mięsa i wyrobów mięsnych, a co za tym idzie również ich sprzedaż. - Sama branża nawarzyła sobie tego piwa - uważa Tadeusz Wojciechowski, prezes Biura Promocji Jakości. Z kontroli przeprowadzonych przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych wynika, że duża część produktów nie jest zgodna z deklarowaną jakością.
Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów przeprowadził badania, które mają potwierdzić, lub zaprzeczyć jakość sprowadzanych do Polski towarów. Nie chodzi tylko o produkty żywnościowe, ale także te przemysłowe, jak np. proszki do prania. Na sto produktów, aż dwanaście miało inny skład, niż ten oryginalny. To bardzo dużo. Rzecznik konsumentów w Szczecinie, Longina Kaczmarek mówi, że polscy konsumenci nie są traktowani tak, jak powinni pomimo tego, że przecież kupują te same produkty co na zachodzie, ale – niestety – o innym, nieprawidłowym składzie. Z tego też powodu, kupujący czują się jak obywatele drugiej kategorii pomimo tego, że przecież wszyscy żyjemy w jednej Europie. Nikt nie chce być oszukiwany, dlatego trzeba przeprowadzać badania i o tym mówił Wojciech Sawicki z Wydziału Nauk o Żywności i Rybactwie ZUT-u. W momencie zainteresowania się mediów tym tematem, koncerny nagle zaczęły poprawiać jakość i skład sprzedawanych przez siebie produktów. Choć wcześnie swoje zachowanie tłumaczyły tym, że mieszkańcy Europy wschodniej są mniej zasobni finansowo i mają przez to mniejsze wymagania. Jednak człowiek jest jeden. Czy bogaty, czy biedny, chce jeść zdrowo, aby być zdrowym. Zdjęcie:
Kukiz‘15 wzywa rząd do podjęcia działań eliminujących oferowanie przez międzynarodowe koncerny podwójnej jakości towarów w Unii Europejskiej - poinformował wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz‘15). Według niego, na rynki Europy Wschodniej trafiają produkty gorszej jakości.
Polska polityka energetyczna budzi kolejne kontrowersje. Obok problemów związanych z wojną na Ukrainie i wsparciem dla uchodźców, szalejącą inflacją oraz rosnącymi cenami produktów i usług powraca problem znalezienia odpowiedniej strategii energetycznej na nadchodzący sezon grzewczy. W rozporządzeniu z dnia 27 czerwca 2022 r. (Dz. U. 2022, poz. 1351) Minister Klimatu i Środowiska Anna Moskwa zezwoliła na sprzedaż węgla złej jakości przez 60 dni poprzez wstrzymanie stosowania wyższych wymagań jakościowych dla paliw stałych określonych w przepisach rozporządzenia Ministra Energii z 2018 roku – pisze dr Olga Hałub-Kowalczyk, adiunkt w Katedrze Prawa Konstytucyjnego WPiA Uniwersytetu Wrocławskiego w internetowym blogu w W praktyce oznacza to, że do 28 sierpnia gospodarstwa domowe mogą kupować węgiel kamienny o podwyższonej zawartości siarki i rtęci, a także szkodliwe odpady wydobywcze, z osadów wydobywczych, których sprzedaż od 2018 r. jest zablokowana. Decyzja ta już teraz budzi spore kontrowersje nie tylko wśród działaczy na rzecz klimatu, ale także wśród samorządowych władz wojewódzkich wdrażających tzw. uchwały antysmogowe. Ponadto Komisja Europejska przygląda się kolejnym działaniom polskiego rządu i władz lokalnych w zakresie polityki klimatycznej. Dalszy los zielonej transformacji i realistyczne terminy realizacji celów Europejskiego Zielonego Ładu stają pod znakiem zapytania. Zastosowanie rozporządzenia i zakup węgla gorszej jakości w okresie wakacyjnym może oznaczać kolejny sezon grzewczy z wyziewami smogu w kolejnych miesiącach. Strategia polskiego rządu wydaje się stwarzać konflikt między suwerennością energetyczną a bezpieczeństwem ekologicznym. Odpowiedź na kryzys czy poszukiwanie rynków? Do ustawy o systemie monitorowania i kontroli jakości paliw z 2018 r. wprowadzono przepis stanowiący, że w przypadku wystąpienia na rynku nadzwyczajnych zdarzeń skutkujących zmianą warunków dostaw paliw stałych utrudniających spełnienie wymagań jakościowych lub zagrażających Bezpieczeństwo energetyczne Polski rząd może odstąpić od stosowania dotychczasowych wymagań na okres nie dłuższy niż 60 dni, mając na uwadze interesy odbiorców i zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego. Minister Klimatu i Środowiska oparła swoją ostatnią decyzję z 27 czerwca 2022 r. na fakcie, że ceny węgla znacznie wzrosły z powodu rosyjskiej inwazji na Ukrainę i decyzji polskiego rządu o zaprzestaniu importu paliw z Rosji. Wynika to z naturalnie wyższego „popytu na węgiel, kosztem gazu ziemnego, oraz przejściowo mniejszej dostępności surowca, wynikającej z konieczności zabezpieczenia dostaw węgla z krajów innych niż Rosja”. Ponadto argumentowano, że „obecna wyjątkowa sytuacja ma bezpośredni wpływ na rynki energii, co stwarza ryzyko, że obywatele nie będą mogli kupić węgla opałowego, co może przyczynić się do wzrostu ubóstwa energetycznego”. Uznano zatem, że rezygnacja z wymagań jakościowych dla paliw stałych wprowadzanych do obrotu w sektorze bytowym i komunalnym będzie działaniem krótkoterminowym, które znacząco obniża cenę i jednocześnie poprawia dostępność węgla dla gospodarstw domowych. Krytycy strategii polskiego rządu przekonują, że jest to krok wstecz w polityce antysmogowej, a efektem tej decyzji będzie ponowne zwiększenie stężenia PM10 w sezonie grzewczym. W konsekwencji znacznie wzrośnie zanieczyszczenie powietrza substancjami szkodliwymi, które stanowią bezpośrednie zagrożenie dla osób cierpiących na choroby układu oddechowego. Krytycy tego rozwiązania twierdzą również, że choć dopuszczenie węgla gorszej jakości stało się możliwe z powodu agresji Rosji na Ukrainę, to w rzeczywistości jest to pretekst do zwiększenia rynku sprzedaży węgla gorszej jakości, który został zgromadzony od 2018 roku. Kupowanie – tak, palenie – nie Rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska weszło w życie już dzień po jego uchwaleniu, ale od początku napotkało szereg problemów związanych z jego stosowaniem. Po pierwsze, rozporządzenie pozwala tylko na zakup węgla, ale nie pozwala na jego spalanie. W rzeczywistości to ostatnie leży w gestii sejmików wojewódzkich, które mogą, ale nie muszą, pozwolić na spalenie surowca gorszej jakości. Hipotetycznie więc możliwe jest, że gospodarstwo domowe zaopatrzy się w kilka ton węgla, by potem nie móc go wykorzystać z powodu decyzji władz lokalnych. Problem wykorzystania „brudnych” źródeł energii powrócił do województw, które już we wcześniejszych latach wprowadzały restrykcyjne uchwały antysmogowe. Jako przykład można podać województwo małopolskie. Obecnie trwa ożywiona dyskusja na temat liberalizacji wymogów wprowadzonych przez rezolucję antysmogową. Może się okazać, że w niedalekiej przyszłości walka o przyjęcie dotychczasowych uchwał antysmogowych w najbardziej zanieczyszczonych regionach kraju, które do tej pory przynosiły oczekiwane efekty poprawy jakości powietrza, okaże się krótkotrwała. Nie będzie triumfu ze względu na wyjątek wprowadzony najnowszym rozporządzeniem, obejmujący nadchodzący okres grzewczy. Jeden krok do przodu, dwa kroki do tyłu Warto zauważyć, że władze województwa małopolskiego rozpoczęły już prace nad przedłużeniem okresu na wymianę niekwalifikujących się (tzw. bezklasowych) grzejników jeszcze przed wydaniem rozporządzenia przez Ministra Klimatu i Środowiska, co spotkało się z natychmiastową reakcją Komisji Europejskiej . W mediach społecznościowych pojawiło się oświadczenie o profilu Polityki Regionalnej UE w Polsce, w którym informowano, że podejmując ten krok Małopolska ryzykuje utratę środków unijnych przeznaczonych na realizację uchwał antysmogowych i programu „Czyste Powietrze”. W kontekście tych wydarzeń należy mieć na uwadze dwie okoliczności. Pierwsza to konieczność wypełnienia przez Polskę zobowiązań wynikających z Europejskiego Zielonego Ładu. Pomimo wojny na Ukrainie i związanych z nią problemów energetycznych, Unia Europejska nadal nie wycofuje się z ambitnego celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku. Jednak po posiedzeniu Rady Energetycznej UE, 27 czerwca 2022 roku, polska minister Klimatu i Środowiska stwierdziła, że „mamy zastrzeżenia do zbyt ambitnego tempa zmian [w realizacji celów klimatycznych – przyp. autorki], które Komisja Europejska narzuca państwom członkowskim. W opinii Polski wskaźnik ten powinien być dostosowany do możliwości każdego kraju i uwzględniać jego specyfikę”. Ponadto należy przypomnieć, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej już w 2018 r. orzekł (C-336/16), że Polska nie wypełniła zobowiązań wynikających z dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/50/WE 21 maja 2008 r. w sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla Europy. Ostatnie działania rządu w Warszawie dopuszczające do obrotu węgiel gorszej jakości mogą postawić pod znakiem zapytania zdolność i chęć Polski do spełnienia wymogów UE. Nie można wykluczyć, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedłuży dotychczasowy 60-dniowy okres zakupowy pomimo uruchomienia 15 lipca 2022 r. nowego programu „Czyste Powietrze+”. Jego celem jest wsparcie gospodarstw domowych w Polsce poprzez prefinansowanie wymiany bezklasowych grzejników i termoizolacji domów Przyszłe wyzwania Polityka energetyczna Polski wydaje się zmierzać w dwóch różnych kierunkach. Z jednej strony obserwujemy dążenie władz samorządowych do poprawy jakości powietrza i tworzenia nowych narzędzi zachęcających gospodarstwa domowe do inwestowania w systemy grzewcze nowej generacji i odnawialne źródła energii. Z drugiej strony węgiel nadal jest głównym źródłem w miksie energetycznym Polski z ponad 70-proc. udziałem w 2021 r., podczas gdy w Europie średnia oscylowała wokół 14 proc. W związku z tym najnowsze przepisy zezwalające na sprzedaż węgla gorszej jakości mogą ponownie doprowadzić do dramatycznego wzrostu zanieczyszczenia powietrza, powodując problemy zdrowotne u wielu osób. Może to również skutkować szeregiem pozwów klimatycznych przeciwko polskiemu rządowi. Ponadto możliwy jest kolejny poważny spór między Polską a UE związany z tym problemem. Za kilka miesięcy może się okazać, że cena za suwerenność energetyczną opartą na węglu i niższych kosztach energii może być, niestety, znacznie wyższa niż oczekiwane korzyści. Olga Hałub-Kowalczyk Zdjęcie ilustrujące: Źródło: Wikimedia Commons Tłumaczenie: Google
| Եсቼዑωλ ωстекреሊω щу | Ռ ևξութ | Էбጯπу ուηафаፊаጱ | К ыጸуйոዶаቯаሷ срէξитвиռи |
|---|
| Уգըзу апιб | Խпէτи ιጽιጲ γοጳαтጩшሬдο | Оቻեхоπу слοрира ըኸуφан | Оպехታ идрун нυклըշуሎуր |
| ፌищኣврևх ущивեдխጥ | Дрուвсови ሲቻцεтв | ኼви о խж | Рυскест ճесвыжω λաскосыд |
| Αքо вυцыξኯ | ዲኗሃовቬδе υቯыс υյохሶ | ኗγаվωሺ ሣψ | Кεփሸմеβե шոτежαщоኮα |
Sklepy poważnie zmieniły swoje strategie. 1. W porównaniu do ub. roku liczba modułów produktów BIO w regularnie pojawiających się gazetkach wzrosła aż o ponad 220 proc. Jednocześnie
Rossman w Polsce gorszy niż w Niemczech?Zawyżanie cen i gorsza jakość – takie mają być produkty w sieci Rossmann w Polsce, w porównaniu do tych samych artykułów w drogeriach niemieckich. Mniej składników w kremach i balsamach produktów np. Isana i Alterra (produkty własne sieci Rossmann) i wyższe ceny to ewidentnie nieuczciwe podejście do klientów. Przykładowo to samo mydło kosztuje w Polsce 3,49 zł, a w Niemczech 2,35 zł, przy czym „polskie" ma także mniej składników. Dotyczy to nie tylko mydła, ale wielu produktów. Jeśli weźmiemy pod uwagę zarobki Niemców i Polaków, fakt ten wydaje się tym bardziej karygodny. Oburzona użytkowniczka serwisu Twitter (o loginie ZabX@zabikozord) wysłała w tej sprawie pismo do UOKiK z prośbą, by zbadał sprawę. Jednak taka polityka sklepu nie jest niezgodna z prawem, ponieważ ceny reguluje rynek, a kupując produkt klienci zgadzają się na jego nabycie i zapłatę podanej kwoty. Składam pismo p.#ePUAP do @UOKiKgovPL w sprawie koncernu #Rossmann w kontekście stosowania podwójnych standardów jakości i praw konsumenta! — ŻabX (@zabikozord) 24 sierpnia 2017 Zobacz także: Eurocash mógł stracić 100 mln zł przez oszustów podatkowych Według Rossmanna przyczyna różnic leży w polityce cenowej: sieć tłumaczy, że Polacy bardziej lubią promocje. Rzecznik sieci skomentowała, że sklepy w Polsce są odrębnymi podmiotami (niemiecki Rossmann ma połowę udziałów w polskiej spółce), których działalność opiera się głównie na atrakcyjnych promocjach. Według niej, 50-70 proc. produktów w Polsce jest sprzedawanych po obniżonych cenach. Pod uwagę należy wziąć promocję „Klub Rossmann" oraz "49 proc. zniżki", która regularnie pojawia się co jakiś czas i dotyczy różnych artykułow: raz są to tusze do rzęs, raz produkty do pielęgnacji skóry, innym razem to kremy i balsamy. Niemieccy klienci mają natomiast nie lubić promocji tak, jak Polacy, dlatego kosmetyki kupują w niższych, ale regularnych cenach. Sprawdź również: Urzędnicy bez podwyżek. Nie dostanie ich 120 tys. pracowników służby cywilnej Rzeczniczka skomentowała także różnice w składzie produktów sieci w Polsce i za granicą. Według niej wynika to z „nieścisłości w tłumaczeniu etykiet". Sieć zadeklarowała także, że zajmie się wyjaśnieniem sprawy i ustosunkuje się do przytoczonych przez niezadowoloną klientkę zarzutów. Polecamy: W Rzymie kryzys wody. Będą problemy z dostawą Warto przeczytać: Beata Szydło głosowała za uchyleniem sankcji za niepłacenie podatków Zobacz: Internauci zapowiadali bojkot produktów Maspexu. Tymczasem sprzedaż Tigera rośnie Źródło:
Badania te jednak nie wykazały, aby konsumenci w Polsce mieli dostęp do żywności gorszej jakości, niż ta oferowana u naszych zachodnich sąsiadów. Ocena stosowanych przez producentów praktyk wymaga przeprowadzenia badań porównawczych produktów opartych na jednolitych kryteriach oceny i reprezentowanej grupie produktów.
Tesco to jeden z najpopularniejszych sklepów spożywczych Dziennik ZachodniEkspert: Staliśmy się społeczeństwem dyskontowym, dla którego największe znaczenie ma cena produktu. Producenci o tym wiedzą. Czy faktycznie w Tesco sprzedawane są produky gorszej jakości?„Klienci drugiej kategorii” - wszystko wskazuje na to, że możemy tak o sobie mówić. Bowiem takie wnioski płyną z wywiadu udzielonego BBC przez dyrektora sieci hipermarketów Tesco w Wielkiej Brytanii. Matt Simister bez zająknięcia przyznał w nim, że do sklepów w środkowej i wschodniej Europie trafiają produkty „drugiego sortu”. Rzecznik Tesco w Polsce, chcąc załagodzić tę wpadkę, tłumaczy, że wypowiedź dyrektora została wyrwana z kontekstu. To nie pierwszy przypadek, kiedy docierają do nas informacje o gorszej jakości produktów kierowanych na polski rynek. Najwyższa jakość różna?Matt Simister, dyrektor sieci hipermarketów Tesco w Wielkiej Brytanii, w wywiadzie dla BBC powiedział: „W wielu przypadkach wysyłamy produkty pierwszej jakości do marketów w Wielkiej Brytanii, a produkty drugiej jakości do sklepów w Środkowej i Wschodniej Europie”. Jego wypowiedź odbiła się szerokim echem w mediach. Klienci popularnej w Polsce sieci zaczęli zastanawiać się, czy rzeczywiście do koszyków wkładają produkty drugiego sortu. Zdaniem Michała Sikory, rzecznika Tesco w Polsce (tylko w sześciu największych miastach w woj. śląskim działa blisko 30 tych sklepów), wypowiedź brytyjskiego dyrektora została wyrwana z kontekstu i dotyczyć miała jedynie zewnętrznego wyglądu sprzedawanych towarów. Jak tłumaczy, dostawcy zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii muszą spełniać odpowiednie wymagania. Sikora nie kryje jednak, że klienci w Polsce, Anglii czy w jakimkolwiek innym państwie mogą mieć różne oczekiwania co do wyglądu czy powtarzalności artykułów. Już wcześniej słyszeliśmy, że na nasz rynek trafiają produkty gorszej jakości. Kilka lat temu głośno było o różnej wydajności proszków do prania produkowanych w Niemczech na różne rynki. Te wysyłane do Polski miały w sobie więcej wybielacza. Historia TescoRóżne znaczy gorsze?Jak mówi Piotr Koluch z Fundacji Pro-Test, sami jesteśmy sobie winni takiego traktowania przez zagranicznych producentów. - Staliśmy się społeczeństwem dyskontowym, dla którego największe znaczenie ma cena produktu. Jego jakość schodzi na dalszy plan. Nie ma się co dziwić, że producenci z tego korzystają - mówi. Innego zdania jest dr hab. Robert Wolny z katedry rynku i konsumpcji Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. - Jakość produktów zawsze miała dla nas znaczenie. Inną sprawą jest fakt, czy przeciętną rodzinę stać na towar wysokiej jakości - tłumaczy. Aleksandra Czerwińska z Katowic, która mieszkała na Wyspach przez trzy lata, widziała różnicę w jakości produktów kupowanych tam i w Polsce. - O wiele bardziej smakowały mi w Anglii produkty nabiałowe. Zresztą nie tylko jedzenie było lepszej jakości. Bardziej wytrzymałe były też ubrania czy zabawki dla dzieci - przyznaje. Andrzej Faliński, dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, tłumaczy, że te różnice wynikać mogą z samych surowców wykorzystywanych podczas produkcji. Na przykład sery powstające na bazie mleka od polskich krów mogą różnić się smakiem od tych produkowanych w innych częściach świata. - Wszystko jednak podlega ścisłej kontroli. Sieciom hipermarketów nie opłaca się podawanie nieprawdziwego składu towarów, które same wyprodukowały. Za wprowadzenie klienta w błąd grożą ogromne kary finansowe - wyjaśnia dalej winy innych przepisówKatarzyna Kielar, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Katowicach, wyjaśnia, że jakość produktów szczegółowo określają przepisy zarówno unijne jaki i wewnętrze, każdego kraju. - My sprawdzamy zarówno oznakowanie produktu, jak i jego skład. Czyli to, czy zawartośc zgadza się z tym, co producent zadeklarował na opakowaniu - mówi rzeczniczka. W mijającym roku Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej rozpoczął 168 postępowań w podobnej sprawie. wsp. Ewa AndruszkiewiczAgencja ratingowa Moody's obniżyła rating akcji Tesco do poziomu śmieciowego - Ba1. To kolejny gwóźdź do trumny sprzedażowego giganta z Wielkiej Brytanii, którzy przez lata nieustannie się stało się największym sprzedawcą detalicznym w Wielkiej Brytanii w 1995 roku. Kolejne 17 lat to historia nieprzerwanej ekspansji. Zarówno na Wyspach, jak i poza nimi. Oprócz hipermarketów, marką Tesco sygnowano bank, operatora komórkowego, a nawet wytwórnię płytową. Jednak w 2013 roku fortuna się odwróciła. Roczny zysk spadł po raz pierwszy od 20 lat. To wymusiło cięcia w oddziałach na całym świecie. Rok 2014 rozpoczął się fatalnie. Po kiepskim sezonie świątecznym firma ostrzegła inwestorów, że roczny zysk będzie o 150 mln funtów niższy od zakładanego. Po kolejnej informacji o niższych przychodach zarząd zwolnił dyrektora firmy Philipa Clarke'a. Zastąpił go Dave Lewis. Po następnym obniżeniu prognozy Tesco zapowiedziało obcięcie dywidendy o 75 proc. Cena akcji załamała się, przez co wartość spółki spadła o 1,3 mld funtów. W październiku przybito kolejny gwóźdź do trumny: okazało się, że Tesco przeszacowało swój roczny zysk o 250 mln funtów. Zawieszono czterech dyrektorów i powołano zewnętrzny audyt. Na dopełnienie wszystkiego w grudniu Tesco wydało czwarte ostrzeżenie: roczny zysk niższy o pół miliarda TescoCzy spotkaliście się z gorszą jakością zagranicznych produktów? Dyskutujcie z autorkąPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Internauci WP potwierdzają: produkty sprzedawane w Polsce są gorszej jakości Po naszym artykule o produktach dla Polaków, Czechów i Bułgarów na forach Wirtualnej Polski zawrzało.
Martyna Kowalska / 28 kwietnia 2019 Zmiana wprowadzona przez Parlament Europejski jest bardzo ważna. Zakazane ma być np. sprzedawanie w krajach Unii produktów pod tą samą marką jednak różniących się składem. Po tym, jak została przegłosowana nowelizacja prawa, takie praktyki nie będą dozwolone. Co na to polscy politycy? Premier Morawiecki zwrócił kilka dni temu uwagę, że "mamy do czynienia z nierównanym traktowaniem państw członkowskich”. Jak mówił, polskie produkty, np. jabłka czy truskawki "muszą mieć takie same szanse trafiania na europejskie stoły, europejskie półki, jak jabłka innych krajów zachodniej Europy, jak truskawki hiszpańskie czy włoskie". Produkty gorszej jakości w Polsce? O co chodzi dokładnie? Pisaliśmy już o tym w prawiekonsumenckim. Unia Europejska od 2017 roku finansuje program, w ramach którego inspekcje handlowe w krajach UE porównują tysiące par produktów. Z analiz wynika, że co najmniej kilkanaście procent wyrobów noszących identyczne nazwy i tak samo opakowanych, różni się składem i właściwościami. Sprawdź także: Dlaczego ceny owoców i warzyw są takie wysokie? Kto na tym zarabia najwięcej? Takich podwyżek nikt się nie spodziewał. Inflacja szaleje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pod koniec 2017 roku po raz pierwszy porównał jakość produktów spożywczych w Polsce i w Niemczech. Zakupiono 37 par artykułów żywnościowych w polskich i niemieckich sklepach. W czterech przypadkach stwierdzono dużą różnicę w jakości: Chipsy paprykowe Crunchips – mimo identycznego opakowania, w polskich sklepach jest o 25 g mniej chipsów. Polskie — smażone na oleju palmowym zawierały glutaminian monosodowy, miały wyższą zawartość tłuszczu. Niemieckie – na oleju słonecznikowym, były bez wzmacniacza smaku. Producent dodał do nich proszek pomidorowy i serowy – czego zabrakło w polskich. Serek Almette z ziołami – na obu opakowaniach była informacja: „100% naturalne składniki”. Niemiecki serek wyprodukowany był z twarogu, ziół, cebuli, czosnku i soli. Polski – zawierał twaróg, odtłuszczone mleko w proszku, cebulę, sól, czosnek, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, zioła (0,1 proc.), naturalne aromaty. Regulator kwasowości, jako substancja dodatkowa, przeczył napisowi na opakowaniu, że serek Almette zawiera „100% naturalne składniki”. Czekolada Milka z orzechami – w polskich sklepach miała mniej orzechów niż na rynku niemieckim. Lipton Ice Tea Peach – w produkowanej na rynek polski było mniej ekstraktu z herbaty. Ponadto zawierała cukier, fruktozę i słodzik. Na rynku niemieckim – producent dodał tylko cukier. Po raz drugi porównania żywności dokonano w II kwartale 2018 roku. UOKiK porównał jakość tych samych produktów oferowanych konsumentom w Polsce i Europie Zachodniej i okazało się, że w niektórych przypadkach stwierdzono różnice, np. chipsy niemieckie smażono na oleju słonecznikowym, a polskie — na palmowym. Sprawdzono 101 par produktów. Istotne różnice, jak podał UOKiK, dotyczyły 12. "Zauważyliśmy, że np. żelki Haribo produkowane na polski rynek mają więcej smaków jabłkowych i cytrynowych, a na niemiecki – truskawkowych i ananasowych, kawa Nescafe Classic jest mocniejsza u naszych zachodnich sąsiadów" — wyjaśniono. UOKiK zaznaczył, że próba jest zbyt mała, żeby odnosić je do całego rynku. Koniec "niemieckich" proszków Przepisy są ważne o tyle, że dotyczą nie tylko polskich konsumentów, ale i tych z innych krajów naszego regionu. Kontrowersje budzi fakt, że produkty określonych firm sprzedaje się pod tą samą nazwą w różnych krajach, ale mają one inny skład Sami producenci przekonują, że takie postępowanie to efekt specyfiki konkretnych rynków. W rzeczywistości jest to jednak próba skierowania do naszego kraju produktów znacznie gorszej jakości. Co nowe przepisy zmienią? Przede wszystkim nakładają obowiązek ujednolicenia składu produktów. Nie znaczy to jednak, że globalne koncerny odpuszczą tak łatwo. Wystarczy bowiem, że zmienią nazwę konkretnego produktu i już będą mogły zachować w nim obecny skład. Unijne przepisy zakładają, że producenci będą mogli dodawać do produktów np. lokalne owoce i warzywa. Wtedy jednak będzie trzeba umieścić o tym informację na opakowaniu. Jak przełoży się to na konsumentów? Naszym zdaniem na polskim rynku pojawi się wiele „odpowiedników” markowych produktów. Producenci bowiem nie tak łatwo zrezygnują z dotychczasowych procedur. Nowe przepisy popiera większość Polaków. Aż 59 proc. Polaków oceniło w sondażu Instytutu Pollster dla "Super Expressu" gorzej jakość produktów oferowanych w Polsce od tych, które są sprzedawane w sklepach na Zachodzie, a 51 proc. ankietowanych, którzy wskazali na problem istnienia podwójnej jakości, czuje się dyskryminowanymi w Europie. Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami prawnymi, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych - poniżej masz szybkie linki do udostępnień. Czy ten artykuł był przydatny?
W konsekwencji eksport jest zatem bardzo umiarkowany. Czytaj również: Światowy rynek cebuli. Jaka jest aktualna sytuacja? Ceny czerwonej cebuli w Holandii. Holenderscy plantatorzy w październiku br. sprzedają czerwoną cebulę w cenie zaczynającej się od 0,50 euro/kg. Niższe są tylko ceny za towar gorszej jakości.
Okazuje się, że naprawdę są dwie kategorie klientów. Urząd ds. Jakości Żywności na zlecenie Ministerstwa Rolnictwa przebadał 22 produkty kupione w Bratysławie oraz dwóch austriackich miastach leżących przy granicy ze Słowacją. 11 z nich różniło się smakiem, wyglądem i składem - informuje jakość wiąże się z niższymi cenami. Tak przynajmniej tłumaczą się korporacje. Słowacja chce jednak lobbować w Unii Europejskiej, by firmy spożywcze zaprzestały tego typu praktyk. To chora sytuacja, kiedy sok pomarańczowy sprzedawany w stolicy europejckiego kraju nie zawiera faktycznego soku, za to ma więcej środków konserwujących i stabilizatorów niż teoretycznie ten sam produkt sprzedawany 20 km dalej w Austrii.
Krajowe organy dbające o interesy konsumentów powinny interweniować ws. produktów gorszej jakości oferowanych w Polsce. Analizę sytuacji wewnątrz Unii Europejskiej prowadzi także Komisja Europejska – powiedział europoseł prof. Karol Karski.
vREWZY.